Dziki znów zagrożeniem dla mieszkańców Nowego Tomyśla i Glinna. Czy musi dojść do tragedii?

Do naszej redakcji docierają sygnały od mocno zaniepokojonych mieszkańców rejonu miasta wzdłuż ulicy Komunalnej w Nowym Tomyślu i Glinnie, a więc osiedli między ulicami Ślósarskiego i Kwarcową z jednej strony, a także tak zwanego osiedla kwiatowego – z drugiej.

Tylko w ostatnich kilku dniach mieszkańcy mieli niemiłe – choć na razie zakończone tylko na strachu – spotkania z dzikami.

Trafiłem na duże osobniki raz, a także na lochę z młodymi. Byłem akurat na przejażdżce rowerowej. Ale chodzą tu przecież sąsiedzi z psami, czy dziećmi, czy same dzieci. Przecież tak nie może być, że po raz kolejny przerabiamy ten sam problem i po raz kolejny nie możemy spokojnie wychodzić z domów – usłyszeliśmy od jednego z mieszkańców.

A takich głosów jest dużo więcej. Czytelniczka powiedziała nam, że tylko w tym roku dziki pojawiały się już w lutym. W kolejnych miesiącach się to nie zmieniło. A wręcz nasiliło.

Starszy inspektor wydziału Bezpieczeństwa Nadzoru I Kontroli Urzędu Miasta w Nowym Tomyślu Jerzy Kimstacz powiedział nam, że temat władzom jest znany – są telefony do gminy, a także do Straży Miejskiej.

Urzędnik przyznał, że gmina reaguje i robi wszystko by rozwiązać zagrożenie. Udało się zresztą odłowić do specjalnych klatek kilka dorosłych osobników oraz 7 młodych dzików. Teraz odłownie choć nadal są i mogłyby być dalej wykorzystywane, to są zamknięte. Dlaczego?

Temat niestety jest nieco zawiły, bo w międzyczasie zmieniły się przepisy…

Wcześniej opisywany rejon miasta nie był objęty jurysdykcją obwodu łowickiego, wówczas przedstawiciele UM mieli dużo większe możliwości do działania. Zresztą o problemach z dzikami informowaliśmy też w poprzednich latach – wówczas stawiano m.in. płot, który oddzielał osiedla od lasu, był też myśliwy upoważniony przez Burmistrza, który w zgodzie z przepisami dokonywał odstrzału redukcyjnych dzików.

To się jednak zmieniło. W międzyczasie Urząd Marszałkowski w Poznaniu rejon Nowego Tomyśla objął tak zwanym terenem łowieckim miejskim, co wcześniej uregulowane nie było.

Nie możemy już prowadzić tutaj odłowów jako gmina. Gospodarkę łowiecką prowadzą obecnie Koło Łowieckie. Takie informacje uzyskaliśmy zresztą w wojewódzkim oddziale Polskiego Związku Łowieckiego – mówi nam Jerzy Kimstacz.

Nasz rozmówca dodał, że gmina może reagować doraźnie – strażnicy miejscy w odpowiedzi na zgłoszenia mogą przyjeżdżać we wskazane miejsca i za pomocą petard hukowych odstraszać leśną zwierzynę. Ponadto mieszkańcy mogą otrzymać specjalny płyn odstraszający dziki (który nie jest szkodliwy dla zwierząt domowych).

Apeluje również do mieszkańców o niedokarmianie dzików, a także dbanie o posesje i działki.

Niestety są w tym rejonie działki budowlane posiadające właścicieli, które są zaniedbane. Zarośnięte krzakami, czy nawłocią kanadyjską, w których to dziki koczują, zamiast przebywać w lesie. Do tego mamy informacje, że niektórzy mieszkańcy wręcz dokarmiają te zwierzęta – tym bardziej zachęcając je do przychodzenia na tereny zamieszkałe. Tego robić nie można – wskazuje.

I ma racje, bo za dokarmianie dzikich zwierząt grozi mandat. Przede wszystkim jednak takie zachowania zachęcają dziki to przychodzenia w te tereny, bo wiedzą, że znajdą lub dostaną pożywienie.

Koło Łowieckie w sprawie

O komentarz do sprawy poprosiliśmy prezesa Koła Łowieckiego nr 41 „Jeleń” Nowy Tomyśl Wojciecha Pluskotę. W rozmowie telefonicznej prezes poinformował nas, że koło ma związane ręce… przepisami.

Możemy prowadzić odstrzały dzików na terenach do granic miasta i tylko
z zachowaniem minimum 150 metrów od zabudowań
– powiedział nam.

Dodał, że koło nie ma w tegorocznym planie prowadzenia odłowów dzików. Zaznaczył również, że apeluje do mieszkańców o niedokarmianie zwierząt leśnych, bo to skutkuje tym, że częściej wracają w tereny, gdzie ten pokarm jest.

Co więc mają zrobić mieszkańcy? Bo wydaje się, że zurbanizowany rejon między Glinnem, a Nowym Tomyślem, to dosłownie teren dziki…, który w działaniu ogranicza biurokracja?

O komentarz odnośnie obecnie funkcjonujących przepisów prawa poprosiliśmy w wielkopolskim oddziale Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu.

Drogą mailową zapytaliśmy, jakie w tej chwili obowiązują przepisy dotyczące odstrzałów i odłowów dzików na miejskich terenach łowieckich oraz kto może zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców i ich zwierząt domowych.

Jak tylko otrzymamy wiadomość zwrotną, natychmiast do tematu wrócimy.

Co więc zostało obecnie mieszkańcom?

Kontakt ze strażą miejską, która powinna zareagować interwencyjnie – odstraszając dziki. Przypominamy telefony do nowotomyskich strażników:

61 44 26 656 oraz 606 122 681.

Poniżej publikujemy również treść komunikatu pochodzącego ze strony Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinku, o tym, jak zachować się spotykając dzika:

Jak zareagować, gdy dzik zechce zaatakować?

Jeśli już znajdziemy się w sytuacji, kiedy zwierzę zaczyna biec w naszą stronę, wystarczy zejść mu z drogi. Dziki nie są zwrotne. Żeby zawrócić, muszą zahamować i dopiero zmienić kierunek biegu. W ten sposób można zyskać przewagę, by ratować się ucieczką.

Warto pamiętać o jeszcze jednej ważnej zasadzie. Kiedy spotykamy dziki w mieście  – a coraz częściej widzimy lochę prowadzącą młode – nie powinniśmy ich dokarmiać. W ten sposób przyzwyczajamy je do łatwego pożywienie i do pozostania. Nie podchodzimy w pobliże, by podziwiać piękne i ckliwe widoki, ale trzymamy się z daleka. Pamiętajmy, że to wciąż dzikie zwierzę a locha widząc zagrożenie dla swoich młodych może zaatakować. Sytuację spotkania z dzikami w mieście zgłaszamy do odpowiednich służb, czyli straży miejskiej, lub gminnej.

Dziki to zwierzęta duże i silne, ale bardzo rzadko atakują ludzi. Coraz częściej jednak możemy je spotkać w centrach miast. Nie są drapieżnikami, ale w obliczu zagrożenia potrafią sprostać każdemu przeciwnikowi. Dlatego w kontaktach z dzikami należy zawsze zachować ostrożność. Dziki mają wyostrzony węch i słuch, ale za to słaby wzrok, co często powoduje, że człowiek jako pierwszy potrafi je dostrzec. W przypadku spotkania z dzikiem, człowiek, jeśli nie został przez niego zauważony, nie powinien wykonywać gwałtownych ruchów, lecz spokojnie się oddalić. Nie płoszyć i nie straszyć, ale także nie panikować. Kiedy jesteśmy w lesie, to znajdujemy się w ich naturalnym środowisku. Podobnie jak wilki, dziki nie są zwolennikami spotkań z ludźmi. Prowadzą swój tryb życia, zazwyczaj nocny. Jednak zdarza się, że wychodzą z lasu na miejskie ulice. Szukają tam pożywienia. Dlatego powinniśmy uważać także podczas prowadzenia pojazdu. Świadomość, że zwierzęta te żyją blisko nas a nasze drogi krzyżują się czasem powinno nam stale towarzyszyć.

Co zrobić, gdy staniemy oko w oko z dzikiem?

Najważniejsze to zachowanie spokoju, nie podnoszenie głosu, oraz brak gwałtownych ruchów. Szczególną ostrożność trzeba zachować w okresie wiosennym, kiedy pojawiają się młode dziki. Warchlaków nie wolno dotykać ani zabierać z lasu. Jeśli matka jest w pobliżu, może stać się bardzo agresywna i zaatakować. Dlatego w przypadku spotkania nawet młodego dzika należy spokojnie się oddalić.

Do tematu będziemy wracać.

Fot. zdjęcia ilustracyjne wytworzone przez ChatGPT

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *